- Widzisz, ja... ja po prostu stałem się kimś innym. Odmieniłaś mnie.

– Kilka zdjęć sobowtóra to jeszcze nic wielkiego. To za mało, żeby cię tu ściągnąć. –
– Nie wiem... – Pstryknął palcami. – Ale pomyślałem, że to kobieta, ze względu na buty.
Trinidad pokręcił głową.
się niedobrze. Zacisnął dłonie na poręczy. Serce waliło mu jak oszalałe, w umyśle wirowały
Odwróciła się plecami do Bledsoe i uklękła przy zwłokach. Hayes pochylił się nad drugą
zapomnianych pożółkłych książek. Inne poniewierały się na podłodze; sądząc po
– Może do U Michelle? – zaproponował.
zebrać wszelkie możliwe dane o miejscu pobytu Corrine O’Donnell.
Jeszcze nie tak dawno był sparaliżowany. Wskutek nieszczęśliwego wypadku podczas
kierownicy tak mocno, aż pobielały jej kłykcie.
bliźniaczki, ile drwi sobie z Bentza. Może wie, że wrócił.
czekała go długa lista.
Mamy prawie 21 lat.
– Pokręcił głową. – Kiepska historyjka. – Nie wierzył w ani jedno słowo z tej bajeczki.

- Dlaczego nie pojechałeś z nimi?

– Kiepsko – stwierdziła, obmywając twarz wodą.
A jeśli przez telefon kłamał, a w rzeczywistości jest już w drodze do domu, jak wtedy?
ją zidentyfikował.

– Być może będę też potrzebował pomocy przy nakazie ekshumacji.

- Zwłaszcza takimi jak ona. Młodymi, inteligentnymi, pochodzącymi z dobrych rodzin - wyliczał Carlise. - Spreparowano dla Isabelli odpowiedni życiorys. Dzięki temu zdołała przeniknąć do organizacji Blaque'a i w ciągu dwóch lat udało jej się dotrzeć na sam szczyt.
wiedziała, że więzień - dopiero co odzyskawszy wolność - umiera. Ostatkiem sił zdarł mały
Becky spojrzała na niego zdumiona, a potem pokręciła głową i wyszła, zatrzaskując za

A ty w tym czasie spałaś! Serce jej zamarło, gdy zobaczyła odcisk dłoni na futrynie i kolejny na drzwiach. Z trudem opanowała nudności. Potwornie przerażona dotarła do łazienki. Czyja to krew? Twoja. Spójrz na siebie! Spojrzała w lustro nad umywalką. Na twarzy miała czerwone ślady, w nozdrzach zaschniętą krew. Włosy były matowe i zmierzwione. Może dostała okropnego krwotoku z nosa, takiego jak w dzieciństwie, i w jakiś sposób udało jej się go przespać i nic nie zauważyć? Nie... to nie wyjaśniało nacięć na nadgarstkach. Ani krwi rozmazanej po całym pokoju. A te otwarte drzwi... Czy ktoś jej to zrobił? Ze strachu żołądek podszedł jej do gardła. O Boże... ale dlaczego? Kto? Nie, to nie mogła być tylko jej krew. Przecież żyła. Gdyby straciła tyle krwi, z pewnością byłoby po niej. Nikt nie mógłby przetrwać takiej jatki. Oparła się o umywalkę i spróbowała zebrać myśli. Kręciło jej się w głowie i szumiało w uszach, a migrena zżerała mózg. O Boże, a jeśli ten ktoś wciąż tu jest? Nie, to nie miało sensu. Gdyby ktoś próbował ją zabić, to przecież już dawno by to zrobił. Krew we włosach, na ścianach, pod prysznicem zdążyła zaschnąć. Minęło trochę czasu. Albo coś go wystraszyło, albo po prostu poszedł sobie. Albo ty to zrobiłaś i zostawiłaś otwarte drzwi. Nie... Nic nie pamiętała, nie miała pojęcia, co się wydarzyło. Jeśli krew nie jest twoja, to czyja? - Nie wiem - wyszeptała. Może ofiara gdzieś tu jest. Spojrzała w kierunku prysznica, mleczne szkło z krwawym odciskiem dłoni było pęknięte. Boże, pomóż! Zebrała się na odwagę i dotknęła kabiny prysznicowej. Spodziewała się znaleźć trupa z oczami wbitymi w sufit i krwawe ślady ściekające do odpływu. Nerwowo popchnęła drzwi. Nikt się na nią nie rzucił. Żaden trup nie leżał pod prysznicem. Zobaczyła krew rozpryskaną po ścianach i zaschniętą w nierówne strumyki. Zrobiło jej się niedobrze. Co tu się stało? Co?! Cała się zatrzęsła, gdy podniosła dłoń i zobaczyła, że pasuje do odcisku na szybie. - Matko Boska - wyszeptała. Myśl, Caitlyn, myśl. Nie panikuj. Znów zobaczyła swoje odbicie w lustrze. Jak to się stało? Gdzie była, kiedy to się stało? Czyja to krew? Nogi się pod nią ugięły. Oparła się o brzeg umywalki i ochlapała twarz zimną wodą, żeby zachować przytomność. Może nie jesteś sama. Może ktoś tu jest. Gdzieś na dole. Może ktoś się tu ukrył. Jeszcze raz spojrzała w lustro. Biała twarz, potargane włosy sterczące na wszystkie strony, strach czający się w piwnych oczach. Drzwi na werandę były otwarte, a ty nie pamiętasz, żebyś je otwierała. Przesunęła wzrok i zobaczyła odbicie otwartych drzwi i falujące zaplamione firanki. O mało nie zwymiotowała.

- Wasza Wysokość, to, co czuję do Edwarda, w żaden sposób nie wpłynie na jakość mojej pracy.
- Nie – odparł. Na pewno nie chciał oglądać jak Krystian wdzięczy się do tego
Blondyn zapatrzył się na niego w rosnącym szoku.