- Zerwała się z łóżka, jakby nagle zaczęło ją parzyć.

Diaz oglądał kolekcję kamyków. Milla użyła tych
an43
o nie, może pamięta także twojego syna. Ale pewnie wie tylko
an43
Po nasyceniu pożądania Diaz robił się głodny Cokolwiek
pozostała jasnobrązowa, ale to białe pasmo zawsze przyciągało
Dzieci przekraczały granicę na pokładzie małego prywatnego
więc na siebie ściągnąć? Jakim cudem mógł podpaść komuś, kogo
Sześć lat temu David ożenił się ponownie. Millę zabolało to
Nieraz ratowała mi życie.
zajmowali się wieloma sprawami kidnapingu. Tamten dzień, straszny
samochodu. Kiedy zamykała drzwi, usłyszała swoje imię: True,
poza tym przecież dorastał we wschodnim Teksasie, polując
życiu. I wtedy ją olśniło. Jak grom z jasnego nieba. O Boże, nie! Nie teraz! - Co? - wyszeptała tak cicho, że ledwie ją było słychać. - Jak do mnie powiedziałeś? - Cassidy... - Nie... nie... - Miała wrażenie, że ganek przesuwa jej się pod nogami. - Od czasu pożaru mówisz do mnie Cass, a nigdy przedtem... O Boże... - W jej umyśle zaczęły wirować obrazy. Chase wychodzący spod prysznica z ręcznikiem wokół bioder, ubrany w spodnie od dresu, bez koszuli, nagi w łóżku zeszłej nocy, w stawie dziś rano. Zaczęła drżeć. - Co? Przesunęła rękami po jego ramionach, badając je palcami i nic nie znalazła. Nic! - Cassidy? - Puść mnie! - Wyrwała mu się, patrząc na niego z przerażeniem. Miała spocone ze strachu ręce, a serce waliło jej jak oszalałe. - Zdejmij to - nakazała. - Po co? - Zdejmij koszulę! - niemal wrzasnęła. Bała się, że oszaleje. - Po co? - Wiesz, po co. Zatopił w niej niebieskie oczy, zdjął koszulę i trzymał ją w wielkiej dłoni. - Odwróć się. - Zwariowałaś? - Odwróć się, do cholery! Zrobił to posłusznie, unosząc ręce nad głowę, jakby nie miał nic do ukrycia. Jego plecy były idealnie gładkie. Miał tylko kilka świeżych blizn, ale nie było śladu po kuli, którą jako dziecko przez przypadek wystrzelił w niego Brig. Śladu, który dotykała tysiące razy. - Jak mogłeś? Splunął i spojrzał jej w twarz. Przez chwilę nie spuszczał z niej wzroku. Wydawało jej się, że trwa to całą wieczność. Ledwie stała. W uszach szumiało jej tak głośno, jakby słyszała ryk morza. Z niedowierzaniem patrzyła na jego dumny podbródek i wyprostowane plecy. Nagle dotarła do niej prawda. Tak oczywista, że nie mogła pojąć, dlaczego nie domyśliła się jej wcześniej. Zresztą nikt się nie domyślił. - Nie jesteś moim mężem. Nie jesteś Chase’em... - Ugięły się pod nią kolana. Oparła się o ścianę. Czuła straszny ciężar. Zrobiło jej się ciemno przed oczami. - Cass... - Nie. Nie nazywaj mnie tak! - Ogarnęła ją histeria. Nie widziała nic, poza przerażającą prawdą. Jak mogła być tak ślepa? Jego uporczywe spojrzenie, linia szczęki, ostry rysunek warg, sposób, w jaki zakładał koszulę. - Chase nie żyje, tak? - Łzy nabiegły jej do oczu. - Mój mąż. On nie żyje! Chciał jej dotknąć, ale się wyrwała, bojąc się jego dotyku, jego spojrzenia, jego samego. - Nie! - Cass, posłuchaj, proszę, spróbuj zrozumieć... - Zrozumieć? Zrozumieć? Zastanów się, o co prosisz, na miłość boską! Jego dłoń zacisnęła się w pięść. - Nie chciałem... - Jasne! To była część twojego planu! O Boże, co ze mnie za idiotka! Skończona idiotka! - Jej głos stał się o oktawę wyższy. Powietrze kłuło ją w płucach. Nie mogła oddychać, nie mogła się ruszyć, nie była w stanie myśleć. - Oczywiście, że chciałeś! Przez cały czas znałeś prawdę i ukrywałeś ją przede mną. Przed swoją matką. Przed wszystkimi. - Załamał jej się głos. Czuła, że drżą jej wargi. - Nie mogę uwierzyć, że byłam taka głupia i tak cholernie ślepa. Przysunął się do niej, a ona potknęła się, odskakując od niego. - Nigdy więcej nie próbuj mnie dotknąć - ostrzegła. Przytrzymując się ściany, podeszła do drzwi. Skóra dłoni ocierała się boleśnie o mur. - Gdybyś poczekała chwilę i posłuchała... - Nie chcę niczego słuchać! - Musisz! Stanęła nieruchomo. Miał rację, chociaż ciężko jej było to przyznać. Nie mogła uciec. Stanęła na ganku, podniosła głowę i spojrzała na niego z wyrzutem. - Na miłość boską, Brigu McKenzie, co ty zrobiłeś? 23 Powinien był jej powiedzieć od razu. Cholera, i chciał. Miał zamiar. Nigdy nie zamierzał jej zwodzić ani oszukiwać, ale nie miał wyjścia. Był przyciśnięty do muru. Teraz nim gardzi. Stała przed nim nieruchomo, wyzywająco, drżała i bała się zbliżyć choćby o krok.

Dixie odprowadziła Maggie do samochodu. Miała

dołeczki w policzkach. Mogłaby po prostu siedzieć i patrzeć na niego

- Do diabła, skądże!

wiedziała tylko jedno: że musi jakoś - nieważne jak - przekonać Diaza

powiedziała Jo, kiedy ci zostawiała Irinę. - Rozsiadł
- Jak to się mówi? Stary, ale jary? Jak widać, Buck
Ash, chcąc nie chcąc, powoli opuścił pismo.

Poczuła ręce Diaza chwytające ją pod ramiona. Mężczyzna

oczy zrobiły się wielkie jak spodki.
Popatrz zresztą, jak potrafisz zająć się małą. Jesteś stworzony
- Ledwo zamknęłaś oczy, kiedy znów się obudził.